Jestem jak wino – z jeżowskiej winnicy Z mistrzynią oszczepu, Genowefą Patlą, rozmawia Ryszard Mścisz

  • Drukuj zawartość bieżącej strony
  • Zapisz tekst bieżącej strony do PDF
13 lipca 2015

Ryszard Mścisz: Na niedawnych Mistrzostwach Europy Weteranów, startując w kategorii W50, zrobiłaś prawdziwą furorę. Nie tylko wygrałaś w swojej koronnej kategorii rzutu oszczepem, ale także w pchnięciu kulą. Poza tym, rzucając oszczepem 45 metrów 27 centymetrów, pobiłaś o ponad metr rekord świata dla tej kategorii wiekowej, a następną zawodniczkę – Marię Cunha z Portugalii – wyprzedziłaś o prawie 7 metrów. Skąd u Ciebie wciąż tak doskonała forma?

Genowefa Patla: Wyniku 45,27 m, choć to rekord świata, nie da się porównać do lotu oszczepu na odległość 65,96 m (to inna klasa, sama poezja, precyzja wykonania i lotu). Formę utrzymuję dzięki swojej pracy, która jest kontynuacją mojego hobby i przygody ze sportem. Jestem nauczycielką wychowania fizycznego w gimnazjum, jednocześnie prowadzę ogólnorozwojową grupę rzutów, wyjeżdżam z podopiecznymi na obozy i to oni mnie mobilizują do utrzymania formy.

M.: Mieszkasz od wielu lat w Warszawie, jesteś nauczycielką wychowania fizycznego w Gimnazjum nr 94 na Ursynowie. Jak wygląda życie znanej, utytułowanej sportsmenki, uczestniczki Igrzysk Olimpijskich w Barcelonie?

P.: Jak każda kobieta i matka w naszym pięknym kraju, staram się godzić pracę i domowe obowiązki.

M.: Masz dwie córki, Malwinę i Dominikę. Z tego, co wiem, im również nieobcy jest sport. Jak sobie radzą, czy próbowały zmierzyć się z Twoją koronną dyscypliną?

P.: Tak, córki i męża Darka. Obie córki uczyłam w gimnazjum rzutu oszczepem i pchnięcia kulą. Dowiedziały się, ile trzeba pracować na wyniki w granicach 35-37 m. Po gimnazjum Malwinie spodobała się piłka ręczna, a Dominice zaimponowała piłka siatkowa... i skutecznie ominęły konkurowanie z mamą.

M.: Przed laty, chyba jeszcze zanim znalazłaś się w Warszawie, wypatrzyłem, że pewne sukcesy w rzucie oszczepem zaczęła osiągać twoja siostra Irena. Jak to wyglądało i dlaczego w jakimś momencie jej kariera została przerwana?

P.: Tak, Irena ćwiczyła ze mną w Warszawie przez okres liceum, a potem wróciła do Stalowej Woli i założyła rodzinę. Ma w swojej kolekcji srebrny medal Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży w 1987 r. oraz dwa brązowe medale z Młodzieżowych Mistrzostw Polski w 1987 i 1988 r. i... trójkę wspaniałych dzieci. Warto wspomnieć także, że wcześniej, w sezonie 1980/81 w Stalowej Woli ćwiczyła ze mną także druga siostra, Krystyna Olejarz. Czyniła szybkie postępy jako miotaczka. Jej wynik 35,78 m był rekordem okręgu stalowowolskiego w kategorii młodziczek, natomiast w rzucie dyskiem (1kg) zajmuje do tej pory 3 miejsce w historii klubu. Krysia jednak poczuła inne powołanie i jako siedemnastolatka wstąpiła do klasztoru (s. Dawida). Od ponad 30 lat jest  szczęśliwa siostrą zakonu Córek Bożej Miłości.

M.: Wróćmy do samych jeżowskich początków. Pamiętam, że potrafiłaś pokonać w siłowaniu się na ręce chłopaków z klasy (tak słyszałem, jako uczeń klasy równoległej). Ale pewnie nie miałaś okazji spróbować swoich sił w sportach siłowych, rzutowych?

P.: To prawda. Pan Nalepa – nauczyciel wychowania fizycznego Szkoły Podstawowej w Jeżowem, w czwartej klasie, na zastępstwie z przyrody, zrobił konkurs „siłowania na rękę”. W konkursie chłopców wygrał Kazik Kolano, wśród dziewcząt ja. Rozegraliśmy więc z Kazikiem finał, w którym wygrałam...

M.: Kiedy i przez kogo zostałaś odkryta jako utalentowana zawodniczka w rzucie oszczepem? A może wróżono Ci najpierw sukcesy w innej dyscyplinie?

P.: W średniej szkole gastronomicznej miałam super nauczycielkę, Urszulę Boni, która mobilizowała mnie do wszelkich sportów. W tym okresie trener Jerzy Jakowski przeprowadzał nabór do sekcji lekkoatletycznej i dostrzegł moje walory siłowe. Lekką atletykę zaczęłam uprawiać jesienią 1977 r. w Stali Stalowa Wola – w świetnie pracującej wówczas sekcji tego klubu. Rzucałam po kolei wszystkim: pchałem kulą, rzucałam dyskiem, próbowałam młotem, ale postępy w oszczepie były widoczne od początku. To do oszczepu moje predyspozycje okazały się największe.

M.: Na szkolnych zawodach lekkoatletycznych w Stalowej Woli spotkałem Cię jako uczeń LO w Rudniku nad Sanem, startujący w skoku w dal. Ty już nie miałaś sobie równych w rzucie oszczepem. Było to w roku 1978, może w 1979. Nie wiem czy to pamiętasz, bo takich zawodów masz zapewne za sobą mnóstwo. W każdym razie, kiedy zaczęłaś uprawiać sport poza szkołą, w klubie i jakie były te pierwsze Twoje sukcesy?

P.: Pamiętam takie zawody, ale chyba wtedy nie rozmawialiśmy ze sobą...? Ja rozpoczęłam sezon w Stali w 1978 r. z wynikiem 28,96 m, a zakończyłam wynikiem 41,98 m, tak więc postęp był znaczący. Tego roku zajęłam VII miejsce na Ogólnopolskich Zawodach Juniorów Młodszych w Wałbrzychu. Rok później (1979) wygrałam VI Ogólnopolską Spartakiadę Młodzieży w Bydgoszczy wynikiem 46,90 m i byłam dwunasta (z wynikiem 49,76 m) na Mistrzostwach Europy Juniorów, również w Bydgoszczy.

M.: Jakie były największe Twoje sukcesy w Stalowej Woli i jak to się stało, że trafiłaś do Warszawy?

P.: Złoty medal Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży, wspomniane 12. miejsce Mistrzostw Europy Juniorów z wynikiem 49,76 m oraz srebrny medal Mistrzostw Polski Juniorów w 1980 r. w Łodzi, gdzie zauważył mnie trener Tadeusz Paprocki i zaproponował przejście do Warszawy.

M.: 14-krotna mistrzyni Polski, 16-krotna reprezentantka Polski w meczach międzypaństwowych, 5-krotna rekordzistka Polski w rzucie oszczepem, dwukrotna uczestniczka mistrzostw świata (w Tokio i Sewilli), uczestniczka Mistrzostw Europy w Atenach i Stuttgarcie, 5-krotna finalistka Pucharu Europy i uczestniczka Igrzysk Olimpijskich w Barcelonie w 1992 roku. To wykaz najważniejszych Twoich osiągnięć i startów. Imponujący, choć i tak niepełny, wykaz. Czemu i komu zawdzięczasz to bogactwo sukcesów?

P.: Sukcesy zawdzięczam mojej systematycznej pracy i wysiłkowi wszystkich ludzi współpracujących ze mną przez prawie ćwierć wieku! (1978-2001.) Teraz, korzystając z okazji, pragnę podziękować za Waszym pośrednictwem pierwszemu trenerowi Jerzemu Jakowskiemu ze Stali Stalowa Wola, drugiemu z AZS-AWF Warszawa – panu Tadeuszowi Paprockiemu, oraz Jackowi Damszelowi Każdy z trenerów miał inne metody, które mogłam poznać, dlatego współpracę z każdym bardzo wysoko sobie cenię.

M.: Twój sukces na Mistrzostwach Europy Weteranów jest wyjątkowy, ale nie wiem czy aż tak zaskakujący. Mistrzostwo Polski zdobywałaś w 1999 i 2000 roku, mając 37 i 38 lat. W 2000 roku pobiłaś też swój rekord oszczepem nowego typu, rzucając 61 metrów 50 centymetrów w Siedlcach. Jaka jest tajemnica trwałości Twojej sportowej formy?

P.: Chyba należy stwierdzić, że kobieta jak wino: im starsza, tym lepsza… Tak realnie i poważnie zaś – to aktywny tryb życia jest tajemnicą mojej dobrej formy.

M.: Twojego rekordu Polski oszczepem starego typu – 65 metrów 96 centymetrów na zawodach w Nitrze – już nikt nie poprawi. A w takiej zbiorowej publikacji „Historia finałów lekkoatletycznych Mistrzostw Polski 1922-2011” znalazłem informację, że zdobyłaś najwięcej punktów na tych mistrzostwach (bo 152 – razem z kulomiotką Krystyną Danilczyk-Zabawską) i zaliczyłaś najwięcej finałów: aż 21. To imponujące osiągnięcia.

P.: Tak. Finałów (łącznie z okresem juniora) zanotowałam 24, natomiast 21 medali posiadam z samych Mistrzostw Polski (15 złotych, 5 srebrnych, 1 brązowy). Mam na swoim koncie rekord Polski (65,96 m) starym i nowym typem oszczepu (61,50 m.). To już historia i właśnie przez te sukcesy zapisałam się w niej.

M.: Czy mogło być jeszcze lepiej? Rozwinę nieco swoje pytanie, próbując je uzasadnić. Przez lata byłaś zdecydowanie najlepszą oszczepniczką w Polsce, ale w Europie czy na świecie było już znacznie trudniej o spektakularne osiągnięcia. A pamiętam, że w wieku juniorskim wygrywałaś na przykład z Finką Tiiną Lillak, która potem wszystkim uciekła ze swoimi wynikami. Czy to sprawa fizycznych, sportowych możliwości, jednak późnego dosyć wieku startu w tej dyscyplinie w porównaniu z wieloma innymi zawodniczkami, czy może w grę wchodzą jakieś inne czynniki?

P.: Nie wiem, czemu świat uciekał. Wiem, że ja starałam się i pracowałam uczciwie. Może brakowało menadżera, który by tę pracę trenera i moją dobrze wylansował?!

M.: Skupiamy się na sportowych sukcesach. Jak wygląda jednak Twoje życie osobiste? Czy masz jakieś inne pasje, zainteresowania, plany pozasportowe?

P.: Realizuję się jako matka, żona, nauczycielka i trenerka. Do pasji zaliczyć mogę zwiedzanie Polski, zdobywanie szczytów górskich,. Świat zwiedziłam dzięki sportowym wyjazdom, teraz najlepsze urlopy mam w Polsce.

M.: A jak wyglądają Twoje związki z Jeżowem, z rodziną – po latach i przy pewnym jednak oddaleniu od rodzinnych stron z racji miejsca zamieszkania?

P.: W Jeżowem bywam często na uroczystościach rodzinnych. Kontakty mamy bardzo dobre i spotykamy się 3-4 razy w roku.

M.: Zawody weteranów mają swoje kolejne kategorie wiekowe: W55, W60, W65... Na tegorocznych mistrzostwach w Toruniu biegał sprinty nawet 105-letni Stanisław Kowalski. W zasadzie to teoretycznie w kategorii W55, w momencie znalezienia się w niej, miałabyś jeszcze większe szanse niż teraz w W50, bo mogły tu startować zawodniczki o 2-3 lata młodsze. Jak widzisz te ewentualne przyszłe starty?

P.: Pana Kowalskiego, 105-latka, podziwiam. Planuję startować (może Mistrzostwa Świata w Lyonie?), ale w tych kategoriach każdy następny rok nie jest podobny do poprzedniego. Tu decyduje zdrowie i chęć systematycznej aktywności fizycznej. Dodam też, że zabawa jest na własne ryzyko i za własne środki, a wielu aktywnych seniorów na to finansowo nie stać.

M.: Jak się czujesz w zawodzie nauczycielki? Czy to jest praca, która sprawia Ci przyjemność? Czy udało Ci się wśród swoich uczniów znaleźć wielkie talenty?

P.: Jak już wspomniałam, jest to sportowa pasja poszerzona o uczenie innych, pasja, którą staram się zarażać młodzież. Znajdują się też talenty. Moja wychowanka zdobyła już dwa srebrne medale w pchnięciu kulą (oszczep też ćwiczy) w Mistrzostwach Polski Juniorów Młodszych.

M.: Dziękuję Ci bardzo, Genowefo, za wywiad. Życzę wielu dobrych lat życia i sportowej formy oraz tego zasłużonego poczucia sukcesu. Pozdrawiam Cię w imieniu swoim, ale także uczniów naszej szkoły i redakcji gazetki szkolnej „Post Scriptum” oraz dumnych z Twoich osiągnięć jeżowiaków.

P.: Dziękuję za gratulacje od wiernych kibiców z mojej rodzinnej, pięknej miejscowości Jeżowe. Sportowe pozdrowienia przesyłam nauczycielom, uczniom i redakcji gazetki „Post Scriptum”. Życzę uczniom sukcesów – pamiętajcie, że ambicje i zainteresowania pozwalają realizować cele życiowe i osiągać sukcesy.

                                                Ze sportowym pozdrowieniem  Genowefa Olejarz-Patla

 Genowefa Olejarz - Patla w środku